Kto by pomyślał, że żeby dostać się do ruin zamku najpierw trzeba będzie zostawić auto kilka kilometrów od miejsca docelowego, a potem jeszcze wspinać się na szczyt z torbami wypełnionymi sprzętem, futrami no i oczywiście jeszcze... siekiera! Mróz, śnieg po kolana, taśmy oplatające drzewa, świadczące prawdopodobnie o tym, że jeśli zrobi się krok w nieodpowiednią stronę, cóż... znajdzie się na dole znacznie szybciej, niż gdyby schodziło się normalnie. Jednak jak w przypadku każdej sesji z Sandrą - warto było!
| Takie okoliczności przyrody |

